eXec.plMAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA
MAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA

sobota, 21. lipca, 2018, 03:44

Dodano: 2018-06-25, Autor: Grzegorz Kraszewski , Kategoria: Publicystyka, Liczba wyświetleń: 592

A A A

Kolejne objawienie

Jednym z ciekawszych zjawisk socjologicznych zachodzących w naszej małej, amigowej społeczności jest amimesjanizm. Cóż to takiego? Mniej więcej raz na rok, czy dwa objawia się nam "mesjasz". Taki człowiek z reguły miał kiedyś Amigę, potem się jej pozbył, cóż, proza życia. Następnie przeleżał 20 lat pod kamieniem i nagle jakiś impuls spowodował, że postanowił wrócić do obiegu. Często impulsem tym jest jakaś masowa impreza w klimacie retro, na której człek ów się pojawia. Następnie, po zderzeniu się z współczesną amigową rzeczywistością, dochodzi do wniosku, że bawimy się źle i on nam to musi uświadomić.

Po co o tym wszystkim piszę? Tak, zgadliście, mieliśmy niedawno Pixel Heaven i objawił się nam nowy amigowy zbawca w osobie Marcina Pianki. Dwa jego artykuły inspirowane zwiedzaniem tej, znakomitej skądinąd, imprezy możecie przeczytać na eXecu. Ja natomiast chciałbym się do nich odnieść, nie będę ukrywał, że będzie to odniesienie się krytyczne. Skupię się głównie na drugim artykule, jako że sam na Pixel Heaven nie byłem, a jeżeli chodzi o pierwszy tekst, zainteresowała mnie głównie dyskusja, jaka się pod nim wywiązała.

Zacznijmy od tytułu, bowiem już tutaj widzę problem. "Czas na decyzję: normalny biznes, czy retro" dobrze harmonizuje z pierwszym zdaniem pierwszego felietonu: "Amiga jest produktem". Z tym się nie mogę zgodzić. Czas na tytułową decyzję był jakieś piętnaście lat temu i wtedy Amiga miała jeszcze szansę, aby stać się produktem. Tak się nie stało, w znacznej mierze ze względu na głębokie podziały między firmami, które pozostały na gruzach po zawaleniu się imperium Commodore. Te podziały przeniosły się również na społeczność i trwały z nami przez mniej więcej dekadę. Są osoby, które kultywują je do dziś, ale stają się coraz bardziej szczupłą mniejszością. Tak, czy inaczej, szukanie dzisiaj biznesu w Amidze, rozumianego jako wielki biznes oparty na wskrzeszeniu marki, to zaklinanie rzeczywistości i po części lament nad rozlanym na początku obecnego stulecia mlekiem.

Jeżeli więc upieramy się, że Amiga jest wciąż produktem, to może nim być tylko dla małej społeczności retromaniaków, którzy dobrze wiedzą czego chcą. Niemniej produkt to zawsze produkt, a klient, nawet jeśli nie masowy, powinien być traktowany poważnie. W tym miejscu dochodzę do punktu, w którym mogę się z panem Marcinem zgodzić. Farsa znana pod nazwą Hyperion Entertainment, cóż, to już nawet nie jest śmiech na sali, to po prostu żal.nl (bo zdaje się, że ostatnio byli zarejestrowani w Holandii). Ciąganie wszystkich dookoła po sądach cieszy wyłącznie prawników, bo nikt inny na tym nie zarabia. Nawet sam Hyperion znajduje się na skraju niewypłacalności. Przekonanie, że na własności intelektualnej związanej z samą Amigą można zarobić jakieś konkretne pieniądze, nie ma już dawno pokrycia w rzeczywistości. Choć może nie do końca. Na fali retrosentymentu dałoby się zapewne wyprodukować jakąś "Amigę" w postaci emulatora uruchomionego np. na Raspberry Pi i zapakowanego w jakąś gustowną obudowę. Chociaż taki produkt mógłby nie zyskać uznania "twardych fanów", to znalazłby zapewne rzeszę wdzięcznych odbiorców, takich jak np. pan Marcin, wszak sam opisuje na swoim blogu tego typu rozwiązanie.

Tu jednak napotykamy na podstawowy dylemat biznesu. Żeby wyjąć z klientów grube pieniądze, trzeba najpierw grube pieniądze zainwestować. A tych już nikt w amigowym krajobrazie nie posiada, a nawet jeśli, to musi się obawiać, że każdy ruch natknie się na jakiś pozew sądowy, więc po co ryzykować.

W tej sytuacji, skoro nikt nie ma ochoty poważnie zainwestować, bo rynek niepewny, a specjaliści od wbijania noży w plecy tylko czekają, mamy to co mamy. Grupy hobbystów rozwijających od podstaw własne klony AmigaOS (AROS, MorphOS), starannie unikające jakichkolwiek zapożyczeń, mimo to bezpodstawnie oskarżane np. o kradzież kodu źródłowego. Nikt nie wpakuje forsy np. w MorphOS-a, nawet jeżeli będzie miał taki kaprys, bo po co mu choćby tylko straszenie sądem, jeśli nie kolejny bzdetny proces?...

W tych okolicznościach przyrody robienie zarzutów MorphOS-owi jest objawem prostej niewiedzy. Ten system nie jest projektem komercyjnym. Owszem, nie jest darmowy, ale sumy z licencji pokrywają utrzymanie serwerów, zakupy sprzętu do testów i pisania sterowników itp. wydatki. W zamian użytkownicy otrzymują najbardziej w tej chwili zaawansowany system operacyjny bazujący na API amigowym. Czyli dokładnie to, czego oczekują. Nikt nie proponuje ludziom z ulicy MorphOS-a jako zamiennika Windows, czy Linuksa. To jest system dla wąskiej grupy hobbystów i takim pozostanie. Mamy grupę ludzi, których pasjonuje jego rozwój, mamy grupę, która lubi go używać w taki czy inny sposób. Nie ma sensu dorabiać tu teorii ze świata wielkich pieniędzy, bo żadnych wielkich pieniędzy tu nie ma.

Nie ma się też co czepiać Trevora Dickinsona. Myślę, że on świetnie sobie zdaje sprawę z tego, że czas na biznesowe decyzje wobec Amigi i jej systemu minął już dawno, obecnie może to być jedynie zajmujące hobby. Różnica między nim, a większością czytelników tego artykułu polega wyłącznie na tym, że on może na to hobby wydać "nieco" więcej. Ale nie szukajmy tu jakichś biznesowych strategii powrotu Amigi do chwały...

Pora na podsumowanie. Panie Marcinie, jeżeli Pan nie ma wystarczających informacji, ani zdolności menedżerskich, to może jednak warto znaleźć odrobinę szacunku dla tego najtwardszego jądra amigowego środowiska, dzięki któremu ma Pan o czym i dla kogo pisać bloga. Bo przecież nikt (no może oprócz Bena Hermansa...) nie zabrania przeniesienia się na platformę ARM, w chmurę, na laptopy, czy komputery kwantowe i w przestrzeń kosmiczną. Tylko, że może się okazać, że współczesny świat ma to gdzieś. A to, że ktoś mimo wszystko woli przekładać dyskietki w A500, czy sobie w ślimaczym tempie rozwijać MorphOS-a, to jego prawo i jego sposób na amigowanie. Bufonadą i pisaniem o "amigowym bajorku" sympatii, szacunku, czy klientów się nie zdobywa.

Grzegorz Kraszewski
zobacz inne nasze artykuły » komentarzy: 24



AmigaOS.pl

Polecamy
Najpopularniejsze
eXec blog

Świat poza Amigą: