eXec.plMAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA
MAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA

środa, 11. grudnia, 2019, 04:45

Dodano: 2019-07-12, Autor: Marcin "Piana" Pianka, Kategoria: Publicystyka, Liczba wyświetleń: 1004

A A A

Nie mamy pańskiego Tabora (i co nam pan zrobi)

Kocha, to poczeka

Zanim przeczytacie ten tekst, rzućcie proszę okiem na świetną analizę Szamana Odroczona agonia Hyperionu i koniec Amigi One?. Tak, to prawda, oparta jest ona po części na domysłach, ale skoro szychy nie raczą się dzielić informacjami (a ich tłumaczenia są bardzo pokrętne), więc sami musimy łączyć fakty. Ja też sporą część tekstu opieram na domysłach. Jeśli ktoś może przedstawić kontr-fakty, to chętnie się wycofam z moich stwierdzeń. W innym wypadku będzie słowo kontra słowo.

Wracając do tekstu Szamana - po przeczytaniu tego tekstu usiadłem na nowo do tematu wywiadu Execa z p. Trevorem Dickinsonem sprzed kilku miesięcy. Miałem przyjemność go przetłumaczyć, więc siłą rzeczy musiałem to przeczytać wiele razy, ale teraz jakby to wygląda inaczej niż ledwie kilka miesięcy temu. Cały czas jednak przypomina mi się słynna scena ze starego filmu "Miś" i hasło "Nie mamy pańskiego płaszcza. I co nam Pan zrobi?".

Nie, nie mamy obiecanego Tabora. No, i co nam teraz zrobicie? Nie mamy też sprecyzowanych planów na przyszłość. Termin premiery mitycznej płyty odkładany jest rok za rokiem. Powiada się: jak kocha, to poczeka. Poczeka, prawda? Problem w tym, że może mieć już dość i sobie pójść. Obserwuję rosnące (z miesiąca na miesiąc) znużenie środowiska NG. Bo i po jaką cholerę tracić swój cenny czas i niemałe pieniądze na promowanie komercyjnego przedsięwzięcia, które niezbyt poważnie traktuje użytkowników swoich komputerów/systemów? Środowisko znużone jest ciągłym oczekiwaniem, brakiem aktualizacji i nowych produktów. Ileż można czekać i w końcu: po co? Przecież na świecie tyle innych ciekawych rzeczy jest wokoło.

O ile jeszcze ktoś (nadal nie wiadomo jak długo) czeka na Tabora/A1222, to nikt już się nawet nie zapyta o nową wersję, czy też poważniejszą aktualizację, systemu AmigaOS 4.1. Bo i po co? Czekanie na Godota wydaje się jedynie krótkim epizodem przy wyczekiwaniu na nowości w tym systemie. Dodatkowo brak jakichkolwiek informacji na ten temat ze stajni Hyperionu oraz wydanie kontrowersyjnej (powodującej kolejne zamieszanie sądowe) wersji 3.1.4 sugerują potwierdzać przypuszczenia, że AmigaOS 4 już jest martwym systemem. Być może kolanem dopchają coś jeszcze dla A1222, ale o rozwój bądźmy spokojni - jego po prostu nie będzie. Od kilku lat nowe rzeczy dodawane są okrężną drogą poprzez pakiet Enhancer Software. Nie wiem czy wynika to z powodów prawnych czy braku środków w kasie Hyperionu, ale tak to właśnie wygląda.

Zastanawia w tym kontekście brak rozsądnej umowy A-Eonu z firmą Hyperion odnośnie aktualizacji systemów. To tak, jakby producent sprzętu był uzależniony od dostawcy oprogramowania, który go kompletnie ma w nosie, bo był zajęty wydawaniem poprawionej wersji systemu... sprzed ćwierć wieku. Zwłaszcza, że Dickinson jest udziałowcem Hyperionu. Zatem COŚ tam o działaniach tej firmy MUSI wiedzieć. Chociaż ostatnie zmiany właścicielskie w strukturze Hyperionu nakazują nam się nad tym zastanowić. I nad układami wewnątrz Hyperionu. A aktualizacja do systemu z 1993? Człowiek niezorientowany w temacie pokiwa pewnie głową z politowaniem słysząc taką właśnie informację.

A czas, jak to czas, ma do siebie to, że ucieka. I okazuje się, że (ze względu na strukturę procesora) na Taborze nie będzie można uruchomić Linuksa, który to miał być uzupełnieniem dla AmigaOS i pozwalać na uruchomienie przeglądarki czy pakietu biurowego. 32-bitowa architektura PPC odeszła do lamusa. A miało być tak, że instalujemy dwa systemy obok siebie. Tylko tego drugiego już nie ma. To znaczy jest, ale archiwalny. Komputer retro jeszcze przed wypuszczeniem na rynek. Tego chyba jeszcze nie grano.

Królestwo za wizję

Wizję to ma Microsoft, wizję ma Apple czy też Google. A jaka jest wizja Amigi NG? Konia z rzędem temu, kto ją znajdzie. Nie znajdziemy jej. Podobnie jak daty wydania Tabora (który miał być ukończony w I kwartale 2019). Tabora, którego proces tworzenia trwa od pięciu lat i nadal nie wiadomo kiedy się zakończy. To pozwala nam założyć, że w roku 2019 nie kupimy Tabora vel A1222. Pragnę uspokoić Szanownych Czytelników, że premiera rynkowa w roku 2020 też nie jest pewna.

Brak planów związanych z laptopem (ponoć wynika to z kwestii bezpieczeństwa) i jakimkolwiek produktem po Taborze/A1222 oznacza, że przez najbliższych wiele lat możemy niczego nie dostać w temacie nowego sprzętu. Zwłaszcza, że proces produkcyjny trwa wiele lat (czego potwierdzenie znajdujemy w wywiadzie).

Opisywałem już na łamach Execa możliwości wyjścia z impasu, ale tu potrzeba wizji i pieniędzy, a także ludzi zdolnych tym wszystkim pokierować. No i jasnej sytuacji prawnej. Niestety, ale nie ma żadnej z tych rzeczy. Najrozsądniejszą opcją wydaje się przeniesienie na inną platformę. A tak to nadal mamy trzy zupełnie różne systemy, a oprogramowanie trzeba kompilować osobno na każdy z nich, co z pewnością stymuluje "zachęcająco".

Nie jestem w stanie obecnie powiedzieć na ile to wszystko wynika z pewnej niemożności, tak charakterystycznej dla amigowego światka, na ile braku środków a ile wynika z prawnego impasu. Pragnę uspokoić - książki z cyklu "Dlaczego upadła Amiga NG" nie powstaną, bo nie zainteresują one nikogo.

Ryby, żaby i raki

Wspominałem już o infantylności. W wywiadzie czytamy opowieść, jak to kiedyś na śniadaniu p. Dickinson chciał doprowadzić do rozmów między firmami i nic nie wyszło z negocjacji. To brzmi wiarygodnie gdy mówi to nastoletni, nieśmiały chłopiec, który boi się podejść i zagadać do ładnej koleżanki. Ale w ustach biznesmena z długoletnim stażem to nie jest poważne. Przypomina mi to słynny wiersz Brzechwy (tu w mistrzowskiej interpretacji Krystyny Sienkiewicz):

Teraz zamiast ryb, żab i raków można wstawić sobie odpowiednie osoby/firmy z amigowego światka. A zamiast budowania mostów możemy dać np. tworzenie sterowników, uzgadnianie licencji czy cokolwiek. I wyjdzie z tego piękna, i jakże prawdziwa, poetycka rzeczywistość.

W majowym numerze magazynu "Pixel" pojawiła się reklama z identycznym hasłem jak na stronie amiga.com. Wróble ćwierkają, że po przejęciu praw do nazwy Amiga przez firmę Cloanto szykuje nam się coś w rodzaju C64 mini - emulatora w zamkniętej konstrukcji z kilkudziesięcioma grami. Jeśli to prawda i będzie można taką konstrukcję łatwo przerobić na dołączanie dodatkowego softu, to padnie ostateczny argument o przydatności maszyn NG - że łatwo na nich uruchamiać stare gry. I co wtedy pozostanie? Być może fatalny koniec, poznanych w wierszu, ryb, raków i żab, będzie miał swój amigowy odpowiednik...

Amigowanie jako frajerstwo?

Cóż więc nam pozostaje? Tylko i wyłącznie wesołe amigowanie. Picie piwa na retro-zlotach, obściskiwanie się i wspólne zdjęcia. I niekończące się dyskusje o tym, jak to 30 lat temu AmigaOS był lepszy od Windows (bo był i co z tego?) albo dlaczego upadło Commodore. W dobrym tonie jest też zrobić sobie do kompletu fotkę z legendarną płytą główną Tabora, będącą świętym Graalem amigowców, która to peregrynuje po wszystkich możliwych zlotach. Właśnie, właśnie! Na czym polega owo legendarne "amigowanie"? A może amigowanie to właśnie frajerstwo? Kupowanie horrendalnie drogich komputerów? Albo próba używania na co dzień archaicznego systemu AmigaOS 4.1?

Może powinniśmy też cmokać z zachwytów nad modelem X5000? Problem w tym, że to maszyna, którą można postawić sobie w salonie na komodzie i chwalić się znajomym amigowcom, aby im oczy wyszły z orbit. To przede wszystkim świadectwo majętności, ale nie rozsądku (przepraszam Radzik, jakby co), bo mało kogo stać na wydanie 9000 zł na komputerowy mebel (bo do użytku na co dzień to nadaje się tak średnio).

Amigowanie jako zabawa? Może napiszę coś, co dla niektórych będzie herezją, ale dziś większą frajdę zapewniają konsole (gry) albo też różnej maści małe komputery (jak "Malina" i pochodne) do eksperymentowania.

Jak cię widzą, tak cię piszą

Tymczasem sam fakt, że strona firmy A-EON wygląda tak jak wygląda, każe nam zastanowić się nad podejściem do klienta. Witryna jest po prostu koszmarna. Pierwszy lepszy adept kursów tworzenia stron www zrobi coś lepszego. Większość odnośników po prostu nie działa albo prowadzi z powrotem do strony głównej. To jest niejako świadectwo firmy. Jak się to ma do budowania zaufania wśród klientów? Makabra. Kompletne olanie. Ja, prowadząc prosty blog o emulacji, nie mogę sobie pozwolić na takie partactwo. Najwyraźniej niektórzy mogą. Być może są problemy ze sterownikami do skomplikowanych płyt, ale technologie webowe nie są na poziomie fizyki kwantowej. Może od dawna wiedzą, że już pora zabierać swoje zabawki i wynosić się z tej piaskownicy? Pamiętając o problemach z samą choćby nazwą "Amiga" czy "AmigaOne" (marka ta dziwnym trafem zniknęła ze stron Amiga Kit), to staje się bardziej realistyczne niż poprzednio.

X5000

Trevor Dickinson wzbrania się przed podaniem szczegółów na przyszłość ze względu na różnej maści trolli i domorosłych ekspertów. Bądźmy poważni - każdy, powtarzam: każdy biznes wiąże się z niepochlebnymi opiniami, krytyką czy wręcz szyderstwem. To trochę tak, jakby narzekać na wiatr, że wieje. A ja się zastanawiam czy część z nich (nie wiem jak wielka, bo nie widziałem tych wypowiedzi) to są ludzie, którym leży na sercu przyszłość Amigi i są rozżaleni ciągłym przekładaniem dat czy też brakiem jakiejkolwiek aktualizacji AmigaOS 4.1. Być może faktycznie nie kupili niczego z A-EON. A ja się zapytam - dlaczego nie kupili? Może dlatego, model X5000 jest cholernie drogi? I może dlatego, że w tym przypadku stosunek ceny do możliwości jest dokładnie odwrotny niż w przypadku Raspberry Pi? Bo sprzętowo, choć odstaje ciut od bieżącej technologii, to daje jeszcze radę, ale oprogramowanie do AOS4 jest rodem z lat świetności Windowsa XP.

Pora na gajowego?

Rok temu, tuż po Pixel Heaven 2018, napisałem kilka tekstów o bieżącej sytuacji i ewentualnych planach/propozycjach na przyszłość. Nic się nie zmieniło. Serio. A jeśli już, to na gorsze - świat komputerów ucieka ostro do przodu, a Amiga NG ze swoją ofertą może co najwyżej wzbudzać uśmiech politowania. Coraz większy. Pocieszający jest fakt, że w tym roku nie było amigowej reprezentacji na Pixelu. Można powiedzieć, że słusznie - po co tracić czas i pieniądze na bezcelowe akcje promowania komercyjnej firmy. Promocja X5000 nie ma najmniejszego sensu. Pisałem też wówczas, że wszystko może zakończyć się powolnym gniciem, który obserwujemy cały czas. Tymczasem sprawy mogą przybrać nieco inny obieg - po prostu może przyjść gajowy (Cloanto) i, jak w słynnym dowcipie, wypędzić wszystkich z amigowego lasu. I wówczas proroctwo Kononowicza spełni się w całej rozciągłości. Na razie zniknęła nazwa "AmigaOne". Teraz czekajmy na resztę.

PS. Pytania do Matthewa Leamana, szefa Amiga Kit, wysłaliśmy na początku maja 2019. Pomimo ponagleń do tej pory nie dostaliśmy odpowiedzi. Być może one by rozjaśniły sytuację.

Marcin "Piana" Pianka
zobacz inne nasze artykuły » komentarzy: 48



Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez eXec.pl (@exec_pl)

AmigaOS.pl

Polecamy
Najpopularniejsze
eXec blog

Świat poza Amigą: